Wychodzę.
Idę.
Jestem.
Przystanek – autobus – przystanek.
Dwóch kloszardów śpiących na ławce.
Jeden o drugiego oparty.
Śnią sny lepsze.
Muzyk – strażnik zaczarowanej krainy.
Wielobarwne światła rozświetlają mrok.
Dziwaczne języki zagłuszają ciszę.
I muzyka.
Z prawej Afryka i ognie piekielne.
Czarty wijące się w rytm bębnów wielkich.
Z lewej Bacha grają fleciści.
Idę dalej.
Czego szukam ?
Tożsamości.
To, kim jestem, dokąd zmierzam.
Wokół ludzie.
Sztuka.
Cień.
A ja ciągle sam i sam.
Czas mnie goni.
Autobus – który zawsze przyjeżdża zbyt wcześnie.
<----